czwartek, 25 grudnia 2014

na chwilę:-)


Wbiegam tylko na chwilkę żeby złożyć Wam życzenia... więc życzę wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt, cieszmy się każdą chwilą spędzoną z bliskimi.
Ja jak zwykle zabiegana, jak zwykle do tyłu, jak zwykle obiecałam sobie że będę wpadać tu częściej, a wyszło jak zwykle... może w końcu zbiorę sie w sobie i nadrobię  zaległości.

czwartek, 6 listopada 2014

tort urodzinowy

Niedawno mój mąż obchodził urodziny, nie robiliśmy imprezy, ale tortu zabraknąć nie mogło. Chciałam zrobić mu niespodziankę... choć wiedział, że zrobię mu tort, zależało mi na tym, żeby go nie zobaczył do momentu dmuchania świeczki. Korzystając z tego że był w pracy zabrałam się za przygotowania, dzień wcześniej, a gdy tort był gotowy wstawiłam go do lodówki. Zeby mąż go nie zobaczył obkleiłam półkę, na której stał szarym papierem, nie wiedziałam, że tak ciężko przykleić taśmę do szklanej półki:-)
Udało się...
Mój "M" nie widział go, a jak uśmiał się zaglądając do lodówki...

Postawiłam na prosty, klasyczny, bez zbędnych udziwnień, udekorowałam kremem na bazie bezy włoskiej w kolorze pistacjowym... Wnętrze to cytrynowy biszkopt, krem cytrynowy z galaretką i lemon curd, także cytryna w roli głównej:-)

  a oto efekt


Jak wam się podoba?



Drożdżowe dyniowe

Z ostatniej dyni jaka nam została mieliśmy zrobić hallowenową dekorację, ale było mi żal, więc zrobiłam z niej purree pieczone w piekarniku. Z części zrobiłam zupkę kremową, część włożyłam do słoika. Tak się zastanawiałam jakie by tu ciasto z niego zrobić, a może placki, może gofry... tak myślałam, aż pewnej nocy wymyśliłam, słodziutkie, cynamonowe, ciasto drożdżowe z tym pysznym pomarańczowym składnikiem. Mąż był zachwycony, nie szczędził ochów i achów... i tylko oblizywał palce:-)

Oto mój przepis na dwie keksówki:
na zaczyn:
  • 480g puree z dyni
  • 40g świeżych drożdży
  • łyżka mąki
  • łyżka wody
  • łyżka cukru
Puree z dyni podgrzać do temperatury pokojowej, wymieszać z pozostałymi składnikami i pozostawić do wyrośnięcia, ok. 20 min.

na ciasto:
  • 280g mąki chlebowej 750
  • 260g mąki 650
  • 150g mąki tortowej 450
  • 1 jajko
  • 50g masła
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cukru
Do miski z zaczynem przesiać mąki, dodać pozostałe składniki, oprócz masła. Te ostatnie rozpuścić i ostygnięte dodać na końcu. Wyrabiać ok 10-15 min, ciasto będzie sie bardzo kleić, więc polecam wyrabiać je hakiem.Odstawić przykryte folią do podwojenia objętości, ok 45min.

obsypka:


  • 3/4szkl. cukru brązowego
  • 1/2szkl. cukru białego
  • łyżka cynamonu
Z wyrośniętego ciasta, odrywać kawałki(najlepiej moczonymi w wodzie rękoma),obtaczać w obsypce i układać w formach wyłożonych papierem do pieczenia.

Odstawić do wyrośnięcia na ok. 30 min. 
Po tym czasie wstawić ciasto do piekarnika nagrzanego do 180°C, piec ok.45min


Ciasto wyszło mięciutkie i ma bardzo delikatny miąższ, idealne z masełkiem i szklanką ciepłego mleka.



wtorek, 28 października 2014

moje próby z fotografią

Z racji tego, że zepsuł mi się ostatnio aparat i musiałam kupić nowy, zaczęłam interesować się tematem fotografii. Przejrzałem już chyba milion tutoriali i filmów, teraz spać nie mogę, bo wiecznie myślę tylko o tym co by tu sfotografować... jeszcze bardzo długa droga przede mną. Jestem zafascynowana blogami kulinarnym na, których jest mnóstwo przepysznych zdjęć, potrawy wyglądają tak apetycznie, że chciałoby się je zjeść przez ekran. Właśnie robienie zdjęć jedzeniu interesuje mnie najbardziej, ale nie tylko. Marzy mi się rodzinne zdjęcie-takie profesjonalne, albo chciałabym nauczyć się jak fotografowania wnętrz. Ale to takie dalsze plany, teraz chcę skupić się wyłącznie na żywności bo zawsze gdy coś ugotuje lub opiekę, próbuje robić zdjęcie ale ono nigdy nie wygląda tak apetycznie jak bym chciała.
A poniżej kilka moich prób zdjęć(tych najlepszych wg mnie wybranych spośród setek innych)
Krytykujcie ile wlezie...
Dodam tylko, że nie mam super aparatu z obiektywem, tylko Nikon 2800, taki kompaktowy... i statyw sobie zrobiłam, dzięki niemu jest łatwiej.
 
 
 
 
 
 
 
 
I jak mi idzie?
to na razie początki. Jeszcze nie wykumałam wszystkich funkcji, ale staram się robić zdjęcia na trybie manualnym
 czy wg was któreś z nich ma potencjał?

czwartek, 16 października 2014

Słoiki w naszym domu.

U nas nic się nie zmarnuje, prawie każdy przedmiot dostaje drugie życie. Tak jest właśnie między innymi ze słoikami, jeśli nie zużyjemy ich do przetworów na zimę przeznaczamy je do czegoś innego. Im piękniejszy słoik tym piękniejsze "coś" z niego wyjdzie, choć te proste też mają swój urok.
Oto kilka inspiracji z mojego domu na wykorzystanie tych szklanych pojemniczków.




i jeszcze te znalezione w internecie (źródło Pinterest)


Zainspirowani? To do dzieła!

Życzę Wam miłego popołudnia

Moje sposoby na oszczędzanie.


Każdy z nas jest w lepszej lub gorszej sytuacji finansowej. Chociaż uważam,że bez względu na status materialny oszczędzamy w jakiś sposób. Dla mnie oszczędzanie stało się stylem życia.

Wszystko zaczęło sie od momentu gdy zamieszkalismy "na swoim" , wzięliśmy kredyt na zakup naszego "M3". Z racji tego, że tylko mój mąż zarabia, ja mam tylko
rentę, trzeba było wszystkie wydatki tak dostosować do naszego budżetu by nigdy nie brakowało...
Zaczęło sie prawdziwe życie, to już nie była zabawa w dom, kiedy to szło sie do sklepu na niby i kupowało wszystko za pieniądze na niby:)
Jest nas troje więc niby nie dużo, ale do gara coś włożyć trzeba i ubrać się też. Nie wspominając, że mieszkanie, które wydawało się do zamieszkania, okazało się studnią wydatków. Gdyby nie pomoc rodziny teraz pewnie wrócilibyśmy do rodziców  albo wyjechali zagranicę. Przez te trzy lata na "własnym" nauczyłam sie kilku rzeczy, odkryłam nowe pasje, z reszta dzięki, którym mam o czym pisać teraz na blogu (hehe).

Przejdźmy do rzeczy.Jak ja oszczędzam?
1.Zakupy spożywcze.
Jak większość rodzin robimy zakupy w znanych supermarketach i dyskontach. Często korzystam z promocji, zapisuje się do programów lojalnościowych- można na tym oszczędzić kilkadziesiąt złotych w miesiącu. Gdy jakiś produkt, którego używamy ma dość obniżona cenę kupujemy go na zapas- np. pomidory w puszce, konserwy, ryż, kawa, olej, masło. Choć są takie produkty, które mają swoją stałą cenę, a i tak kupujemy je na zaś, przykładem jest mąka, cukier i mleko. Na zakupach kieruje się przede wszystkim ceną, ale nie tylko, bardzo istotna jest dla mnie jakość, dlatego dokładnie czytam etykiety. Często zdarza się, że te dyskontowe towary są lepszej jakości niż te znanych marek. Przykładowo kupując parówki, lubię te dobre jakościowo z dużą ilością mięsa-w biedronce maja stałą cenę 20zł za kg(w promocji jeszcze mniej) a w co niektórych supermarketach można takie kupić, ale od 35zł/kg wzwyż. Są też produkty, które kupuję zawsze w tym samym sklepie, np. mąka do pieczenia bułek czy chleba w pobliskim sklepie kosztuje 1.70 a w markecie przekracza 2zł lub swojskie wędliny za, które płacę dużo mniej, a są stokroć smaczniejsze. Jeśli chodzi o mieso to też wybieramy te w promocji i mrozimy na zapas. Drób kupujemy tylko w całości i dzielimy na porcje, to jest najtańsza alternatywa.Na zakupy jeździmy mniej wiecej co półtora tygodnia, gdy mi czegoś zabraknie akurat w domu idę do pobliskiego. Staram się zawsze zaplanować zakupy by nie wydawać pieniędzy na coś, co później muszę wyrzucić. Przydaje się przy tym określenie mniej więcej tygodniowego jadłospisu- wtedy mamy pewność, że nic się nie zmarnuje(bardzo rzadko wyrzucam jedzenie).
2. Przetwory i własne wytwory.
Zagospodarowaliśmy na naszym podwórku kawałek miejsca i uprawiany co roku: marchewkę, pietruszkę, pomidory, rzodkiewkę i sałatę, a także zioła w doniczkach. Nie ma to jak swoje, bez nawozów. Od zaprzyjaźnionych gospodarstw kupujemy warzywa i owoce, z których robimy przetwory na zimę. Co jakiś czas na naszym stole pojawiają się także domowej roboty wędliny - pieczone, gotowane, czasem również wędzone. piekę też ciasta, pączki, pieczywo, które są dużo tańsze i zdrowsze od tych kupnych. Wtedy mam pewność co podaje mojej rodzinie.
3.Dekoracje w domu, zrób to sam itp. 
 Zanim kupię daną rzecz zastanawiam się czy mogę zrobić ją sama. Mam to szczęście, że mój mąż to "złota rączka". Więc gdy cieknie kran, popsuje się jakiś sprzęt(nie na gwarancji) zawsze mogę liczyć na jego pomoc, co oznacza, że nie muszę opłacać fachowców. Większość mebli i dekoracji w naszym domu zostało zrobione przez nas własnoręcznie ponieważ mamy dostęp do profesjonalnych maszyn(u mojego taty), ale także zainwestowaliśmy w kilka swoich.
Od niedawna mój M nie musi już chodzić do fryzjera, strzygę go sama(po 4 strzyżeniu, zwraca się zakup maszynki).
4. Zakupy kosmetyczne, środki czystości.
Wiele kosmetyków do makijażu dostaje od siostry gdy jestem w Anglii, ale takie rzeczy jak tusz do rzęs, krem, szampon czy płyn do kąpieli kupuję najczęściej w drogeriach gdy są promocje. Papier toaletowy, kobiece " gadżety na ciche dni" też w przecenie i zazwyczaj hurtem. Proszki do prania również jak wyżej i płyny do płukania też- zazwyczaj te lepsze vizir, persil, lenor czy silan, to są moje odstępstwa od tych dyskontowych, ponieważ próbowałam kilka tańszych, ale niestety nie sprawdziły się u mnie. Do wybielania i czyszczenia plam wybieram te tańsze produkty i jestem zadowolona. Tabletki do zmywarki zawsze kupuję te najtańsze i są super. Co do środków czystości to bywa różnie choć mam te ulubione zarówno markowe jak i z dyskontów.
4. Podstawy oszczędzania energii.
 Jestem posiadaczką dwutaryfowego prądu, co to oznacza? Że w określonych godzinach cena energii jest niższa od normalnej. Właśnie w tych okresach odkurzam, używam piekarnika, prasuję lub piorę:), czy tez włączam bojler elektryczny. Staram się wyłączać na noc listwy, wyciągać ładowarki z kontaktów i zgaszać za sobą światło( oczywiście wszystkie żarówki w moim domu są energooszczędne). Podsumowując miesięczne wydatki za prąd są w granicy 60- 75 zł. Czy to dużo?
5. W co się ubrać tanio? 
Przyznaję, że nie stać mnie na zakupy w sieciówkach, już nie mówiąc o markowych. Dlatego też całą rodziną ubieramy się w ulubionych lumpeksach. Dzięki temu mogę zmieniać sobie garderobę co pół roku. Tam gdzie kupuję ubrania można znaleźć cudeńka, często są to rzeczy jeszcze z metkami, albo w naprawdę dobrym stanie, a co najważniejsze kosztują bardzo, bardzo mało. Jedynym wyjątkiem są buty i bielizna- te kupujemy w sklepach, szukamy dobrej jakości za niewielką cenę, czasem przydaje się do tego internet.
6. Zdrowie i lekarstwa.
Tak, na tym tez mozna oszczędzić. U nas w domu panuje zasada lepiej zapobiegać niż leczyć. I wcale nie mówię tu o sumplementach z apteki. Prawidłowe odżywianie oparte na produktach małoprzetworzonych, dbanie o kondycję, spożywanie odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia to te najważniejsze reguły dzięki, którym nasze zdrowie będzie lepsze. W okresach przeziębienia częściej niż zwykle goszczą w naszym menu takie produkty jak: czosnek, cytryna, miód, przydatne dla dzieci są także domowe syropy z malin, dzikiego bzu, brzozy, pędów sosny czy dzikiej róży. Ten ostatni robiłam w tym roku dla córki i daje jej codziennie. Zimą warto zadbać o odpowiedni ubiór a latem o ochronę przeciwsłoneczną. Dla dorosłych jest też wersja zapobiegania chorobie- nalewki, my co roku robimy z czarnej porzeczki, której mamy pod dostatkiem.
Zdrowie jest najważniejsze pamiętajmy o tym. Jeśli już nas dopadnie chorobsko, zanim pójdziemy do lekarza warto spisać lekarstwa, które mamy obecnie w apteczce,moze któryś z nich będzie odpowiedni, a my zaoszczędzimy pieniądze.
7. Oszczędzajmy swój czas który jest tak cenny.
Rozwinę ten temat w postaci poradnika:
-nie trać czasu na kłótnie z najbliższymi, słuchaj drugiej osoby, szukaj kompromisu, naucz się ustępować,
- unikaj spotkań z fałszywymi znajomymi, lepiej ten czas spędzić z rodziną,
- jeśli stoisz często w korkach,a masz niedaleko do pracy, zrezygnuj z jazdy autem i zamień je na rower lub idź pieszo, zaoszczędzisz swój czas i pieniądze
- każdą wolną chwilę spędzaj z rodziną, dziećmi - ten czas jest bezcenny,
- nie zapominaj o sobie, spróbuj choć dwa razy w tygodniu położyć sie wcześnie, to pomoże ci zregenerować siły
8. Mieszkanie na wsi.
Nie bez powodu kupiliśmy mieszkanie na wsi. Koszty utrzymania tutaj są przynajmniej połowę mniejszy niż w mieście. Szukając naszego "M3" zwracaliśmy szczególną uwagę na odległość do pracy i miasta. W naszym przypadku mamy 9 km do miasta(można jechać pociągiem lub autobusem), a mąż ma zaledwie 5km do miejsca zatrudnienia. Nie opłacamy czynszu tylko podatek, który oscyluje w granicach 200zł na rok. Życie tutaj płynie nam wolniej, mamy więcej czasu dla siebie i powietrze też inne...


To było na tyle, choć przyznaję, że mogłabym tak pisać i pisać... Myślę, że na każdy z tych tematów zrobię w przyszłości bardziej szczegółowe posty.

Co sądzicie? A jakie są Wasze sposoby na zaoszczędzenie, nie tylko pieniędzy?
I na koniec coś najważniejszego:)


środa, 15 października 2014

Pomysł na obiad.

Kochanie co jutro na obiad? - wczoraj zadałam pytanie lubemu.
Może jakaś zapiekanka?
Mówisz i masz.
Podaję Wam przepis na szybką zieloną zapiekankę z kurczakiem i kruszonką.


Składniki na ok. 3-4 osoby:
-pierś z kurczaka
-pół opakowania mrożonego szpinaku
-250 g dowolnego makaronu(u mnie był pół na pół razowy ze zwykłym)
-szklanka śmietany 18%
-łyżka twardego sera typu parmezan
-2 ząbki czosnku
-2 kromki chleba pszennego lub pół bułki
-łyżka natki pietruszki
-olej
-przyprawy:sól, pieprz, pieprz ziołowy, czosnek granulowany
-łyżka orzechów nerkowca
-ser żółty starty ok. szklanki

Pierś kroimy na małe kawałki, przyprawiamy i smażymy na niewielkiej ilości oleju na dużym ogniu przez ok.1 min do ścięcia zewnętrznej strony(w środku ma zostać surowy.

Wrzucamy mięsko do miseczki i na tą samą patelnię wrzucamy najpierw pokrojony czosnek, a po chwili szpinak. Dusimy chwilę do rozmrożenia szpinaku, doprawiamy i wlewamy śmietankę. Na koniec doprawiamy i dodajemy starty parmezan. W międzyczasie gotujemy makaron al dente.

Łączymy makaron z sosem. Przygotowujemy kruszonkę. Do szatkownicy/blendera wrzucamy kromki chleba, pietruszkę, orzechy i olej, miksujemy do uzyskania drobnych okruszków.

Do makaronu z sosem wrzucamy kurczaka, mieszamy ze sobą. Wrzucamy całość do żaroodpornego naczynia, posypujemy startym serem i kruszonką.
 Wstawiamy do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na ok. 20 min, tak by wierzch kruszonki upiekł się na złoto.

Wyszła przepyszna, a ten dodatek chrupkości na wierzchu jest czymś zaskakującym.
Gorąco Wam polecam
i
Życzę smacznego:)